Bikepacking to szansa na niezapomnianą przygodę. Wystarczy rower i dużo dobrych chęci. No i kilka porad na start, które prezentujemy w naszym wpisie o tym jak przygotować się na bikepacking na gravelu.
Czym bikepacking różni się od wyprawy z sakwami?
To dwie bardzo podobne metody na podróżowanie rowerem. Różni je sposób w jaki wieziesz bagaż. Sakwy wiszą po obu stronach na bagażniku, a torby bikepackingowe przypinasz do kierownicy, ramy i sztycy. Z reguły nie wystają poza Ciebie.
Dwie lub cztery sakwy mieszczą nawet 60–70 litrów. Zestaw toreb bikepackingowych to zwykle 25–45 litrów, więc namiot, kuchenka i ubrania muszą być mniejsze i lżejsze. Zmienia się też prowadzenie. Sakwy obniżają środek ciężkości, dlatego rower jedzie z nimi stabilnie nawet na szybkim asfaltowym zjeździe. Torby podnoszą go wyżej, a obciążona kierownica wolniej reaguje na skręt. W zamian dostajesz wąski rower, który bez trudu przeciśniesz leśną ścieżką między drzewami.
Do sakw potrzebny jest bagażnik, a do bagażnika otwory montażowe w ramie. Torby bikepackingowe założysz na prawie każdy rower, także na karbonową ramę i widelec bez mocowań.
Dlaczego gravel sprawdza się na trasach łączących asfalt, szuter i drogi leśne?
Na każdej z tych nawierzchni jedzie wystarczająco dobrze i na żadnej nie zmusza cię do zejścia z roweru. Typowa trasa bikepackingowa w Polsce to kilkanaście kilometrów asfaltu między wsiami, potem szutrowa droga przez pola i leśny odcinek, na którym sypki piasek miesza się z korzeniami. Szosówka utknie na tym ostatnim fragmencie. Rower górski zmęczy cię na pierwszym.
Najwięcej robią opony. Rower szosowy mieści zwykle 28–32 mm, gravel 40–50 mm. Szersza opona na niższym ciśnieniu tłumi drgania z szutru i lepiej trzyma przyczepność na luźnej nawierzchni, a z kilkoma kilogramami bagażu czujesz to już na pierwszym zakręcie. Na asfalcie opona 40 mm z drobnym bieżnikiem toczy się na tyle lekko, że po godzinie przestajesz o niej myśleć.
Rower przełajowy wygląda podobnie, ale powstał do godzinnych wyścigów, nie do ośmiu godzin w siodle. Ma bardziej sportową geometrię i mniej miejsca na szerokie opony. MTB z amortyzatorem świetnie radzi sobie w terenie, tyle że na długich asfaltowych przelotach amortyzator zjada część energii, a grube opony tempo.
Zostaje kierownica. Baranek daje kilka pozycji chwytu i możesz zmieniać ułożenie rąk co kilkanaście minut. Trzeciego dnia wyprawy zdrętwiałe nadgarstki potrafią zepsuć humor skuteczniej niż deszcz.
Na co zwrócić uwagę w rowerze przed wyjazdem?
Najpierw na geometrię, opony i mocowania. Kolor i marka osprzętu mogą poczekać. Rower dobierasz do tego, gdzie i jak długo chcesz jeździć, a nie do katalogu. Na weekend po szutrach pod domem sprawdzi się inny sprzęt niż na tydzień w górach z pełnym bagażem. Jeśli dopiero wybierasz, rowery gravelowe różnią się między sobą bardziej, niż sugerują zdjęcia, więc zestaw je z planowanymi trasami i własnym doświadczeniem.
Geometria ramy i komfort na długim dystansie
Szukaj geometrii typu endurance, na której siedzisz bardziej wyprostowany. Po kilku godzinach to ona decyduje, czy boli cię kark.
W tabeli geometrii patrz na dwie wartości. Stack pokazuje, jak wysoko jest kierownica, a reach, jak daleko wysunięta do przodu. Wyższy stack i krótszy reach odciążają ręce i plecy. W ramie wyścigowej jest odwrotnie.
Liczy się też rozstaw osi. Dłuższy, od około 1030 mm, poprawia stabilność na szutrowym zjeździe, kiedy torba na kierownicy dociąża przód. Rower traci przez to trochę zwrotności, ale na wyprawie to dobra wymiana.
Karbonowa rama jest lżejsza i lepiej wygasza drgania. Aluminiowa kosztuje mniej, lepiej znosi upadki na kamienie, a po uderzeniu łatwiej ocenić, czy nic jej się nie stało. Na pierwszą wyprawę wystarczy każda z nich.
Opony w gravelu
Minimum to 40 mm, najlepiej 45 mm. Sprawdź tylko, czy rama i widelec mają na nie miejsce, z kilkoma milimetrami zapasu na błoto.
Z bagażem opona pracuje pod większym obciążeniem, dlatego szersza wybacza więcej. Nie odbija się od korzeni i wolniej grzęźnie w piasku. Gęsty, niski bieżnik na środku i wyraźniejsze klocki po bokach to rozsądny kompromis między asfaltem a luźną nawierzchnią.
System bezdętkowy oszczędzi ci większości postojów, bo mleczko uszczelnia drobne przebicia w trakcie jazdy. Dętkę i tak zabierz.
Mocowania na torby i dodatkowe wyposażenie
Policz otwory montażowe w ramie i widelcu, zanim kupisz torby. Od nich zależy, ile wody zabierzesz i gdzie zmieścisz bagaż.
Standardem są dwa koszyki na bidony w trójkącie ramy. Na wyprawie to za mało, zwłaszcza latem, gdy między sklepami masz sześćdziesiąt kilometrów. Trzeci otwór pod dolną rurą przyda się na bidon albo pojemnik z narzędziami. Część graveli ma mocowania także na nogach widelca. Przykręcasz do nich koszyki cargo na butelkę półtoralitrową, kuchenkę albo śpiwór. Ciężar jest wtedy nisko i najmniej przeszkadza w prowadzeniu.
Na górnej rurze zmieści się mała torebka na telefon i żele, do której sięgniesz bez zatrzymywania. Otwory na błotnik i bagażnik nie są w bikepackingu konieczne, ale warto je mieć. Jesienią błotnik chroni plecy przed błotem, a bagażnik pozwoli kiedyś przygotować rower do wyjazdu z sakwami.
Brak mocowań nie przekreśla roweru. Torby podsiodłowa, ramowa i na kierownicę trzymają się na rzepach i paskach. Podklej tylko taśmą ochronną miejsca, w których paski dotykają lakieru.
Jak rozłożyć bagaż, żeby nie przeciążyć roweru?
Ciężkie rzeczy wieź nisko i blisko środka roweru, czyli w torbie ramowej i w koszykach na widelcu. Lekkie i objętościowe pakuj na kierownicę.
W torbie ramowej dodatkowy kilogram jedzenia czy powerbank prawie nie zmienia prowadzenia. Z kierownicą jest inaczej. Każdy kilogram na przodzie czujesz przy skręcaniu, a na szutrowym zjeździe przeładowana torba zaczyna się bujać. Dlatego trafia do niej śpiwór, kurtka puchowa albo karimata, najlepiej razem nie więcej niż 2–3 kg.
Torba podsiodłowa mieści około 10–15 litrów. Im jest dłuższa i cięższa, tym mocniej kiwa się na boki, kiedy jedziesz na stojąco. Ubrania na zmianę i tropik namiotu to dla niej dobry ładunek, konserwy i dwulitrowa butelka wody już nie. Pakuj ją ciasno, cięższe rzeczy bliżej sztycy, i dociągnij paski tak mocno, żeby nie dało się jej przesunąć ręką. Jeśli wozisz wodę albo kuchenkę na widelcu, rozłóż ciężar równo na obie strony.
Plecak zostaw w domu. Po kilku godzinach masz spocone plecy, obolałe barki i większy nacisk na siodełko. Najwyżej weź małą kamizelkę z bukłakiem, jeśli naprawdę brakuje ci miejsca na wodę.
Na koniec zważ cały bagaż. Na pierwszą kilkudniową wyprawę z noclegami pod namiotem rozsądne jest 8–12 kg bez wody. Jeśli wychodzi więcej, przejrzyj wszystko jeszcze raz, zanim zaczniesz szukać większych toreb. Potem zrób próbną rundę po okolicy z pełnym obciążeniem, najlepiej z jakimś szutrowym zjazdem. Przy okazji dobierzesz ciśnienie w oponach, które z bagażem zwykle trzeba podnieść o kilka dziesiątych bara.
Co zabrać, a co zostawić w domu?
Zabierz to, bez czego nie dojedziesz albo nie prześpisz nocy. Wszystko inne jest do negocjacji.
Zestaw naprawczy nie zajmuje wiele miejsca, a jest absolutnie niezbędny. Do tego zapasowa dętka, łyżki, mała pompka, multitool ze skuwaczem, spinka do łańcucha i odrobina smaru.
Na nocleg potrzebujesz namiotu lub tarpa, śpiwora i karimaty. Ubrania ogranicz do jednego kompletu do jazdy i jednego na wieczór. Dołóż kurtkę przeciwdeszczową i ciepłą warstwę, nawet w lipcu. Noc nad jeziorem potrafi zaskoczyć.
W domu zostają druga para butów, pełna kosmetyczka i jedzenie na całą trasę, jeśli po drodze są sklepy. Po pierwszym wyjeździe i tak zweryfikujesz tę listę. Wracając, zapisz, czego nie użyłeś ani razu. To najlepsza lista rzeczy, które następnym razem możesz zostawić.
